środa, 6 lutego 2013

Kuchenna niebezpieczna porażka

Było pracowicie i twórczo. W całym domu pachniało ziołami, które są podstawą zupy grochowej by Jamie Oliver. Zapowiadało się wspaniale. Atencja szczególna, bo zupa pojechać miała do chorego teścia.Jeszcze tylko na malutkim gazie parę minut, żeby groch był mięciutki.... Poczytam w tym czasie zmęczona po robieniu chruścików.
Zmęczona to mało powiedziane. Przepis wiedziałam że pracochłonny ale efekt wart wysiłku miał być. Ciasto wyrabiać należy przez co najmniej pół godziny. Ja jednak wyrabiać i modyfikować przepis musiałam przez ponad godzinę! Dodawałam masło i kolejne jajka bo nic nie chciało się połączyć. W końcu jednak udało się wyrobić gładkie i plastyczne ciasto. Usmażyłam kruchutkie chruściki (także dla teścia).
Moment smażenia odbywał się jednak w sporych nerwach, ponieważ Duży ma obsesję na punkcie zapachu smażonego tłuszczu. Kiedy tylko zobaczył do czego się zabieram, opowiadał o tym jak nie lubi smrodu tłuszczu, jak wnika w ubrania i pytał czy warto. Przyznaję, że krew gotowała się we mnie, czemu dałam wyraz słowną ripostą... Przy włączonym pochłaniaczu, udało mi się to zrobić prawie bezzapachowo.
Byłam dumna i spełniona. Chruściki zrobione, zupa ugotowana. Jak wystygnie spakuję ją rano do naczynia i niech doda sił choremu. Na zdrowie!
W nocy zbudził mnie mocny zapach. Pomyślałam, że Duży miał rację. Jednak zapach podgrzanego smalcu, w domu z otwartą kuchnią, stanowi duży dyskomfort. Ok 5 rano pomyślałam, że to musiał być jakiś stary smalec, bo zapach wniknął w każdą najmniejsza komóreczkę mojego ciała. Czułam  że pościel, ubrania i wszystko co mnie otacza  zwyczajnie śmierdzi. Duży komentował kilkakrotnie, że tych parę kruchych ciastek jest nie warte takiego smrodu. "Uprzedzałem, prosiłem". Czułam  że mięknę i, że to racja. Obiecałam sobie, że już nigdy, przenigdy nie usmażę faworków. Poproszę Mamę, która robi to najlepiej na świecie. A przede wszystkim u siebie w mieszkaniu....
Kiedy usłyszałam rano Dobrosię, która pokasływała i narzekała na nieprzespaną noc, pomyślałam  że to niemożliwe by dwie kostki smalcu zrujnowały noc i poranek naszej rodziny. Schodząc na dół czułam, że zapach nasila się wraz z każdym stopniem. W ciemności wczesnego poranka zobaczyłam tlący się ogień pod ... grochówką. Nie wiem jak mogło się to stać. Nie wiem.... Jedna mała chwila.
Dziękuję Bogu, że nie spaliłam domu. Zwracam honor biednym chruścikom, które zebrały w nocy stos złych myśli od każdego z nas. Są warte wysiłku. Z namaszczeniem zjadam do porannej kawy bogu ducha winnego faworka. Smaczny i niezwykle kruchy.
Jedynym, który nie zauważył ani grozy sytuacji ani zapachu, był Mały. Dziś w nocy bowiem przyszła do Niego "Wróżka Zębuszka"! Pierwszy ząbek wieczorem znalazł się pod poduszką.A rano obok niego pojawił się maleńki prezencik. Małe nóżki biegały od jednego do drugiego i pokazywały miniaturową figurkę. Maleńki prezencik okazał się być wielką radością.
Przede mną cały dzień wietrzenia. Niestety pomimo kąpieli, zapach towarzyszyć nam będzie cały dzień... Jeśli więc poczujesz gdzieś obok siebie zapach spalenizny (na dodatek spalonego grochu) to uśmiechnij się proszę bo mogę to być ja...





37 komentarzy:

  1. przerażające, ale muszę się przyznać, że mi też raz się zdarzyło....o mało nie umarłam ze strachu , jak pomyślałam, co mogłoby się stać...
    ale co poradzić, nie jesteśmy cyborgami i może nam się zdarzyć o czymś zapomnieć, oby jak najrzadziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże, to straszne! Całe szczęście że wszystko dobrze się skończyło, ja tak kiedyś kompot robiłam, aż z owoców zrobił się czarny dżem... ;) Też wieczorem, dobrze że jeszcze nie zasnęliśmy, bo dymu było co nie miara!
    Miłego dzionka Kochana i uważaj, ja po tym wypadku co wieczór po 10 razy sprawdzam kurki z gazem, nawet jak nic na piecyku nie " stoi " ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Magda! Co za historia! Oj, dobrze, że ma happy end! I mnie zdarzyło się coś podobnego ostatnio...
    Dobrze, że honor faworków uratowany;)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z kolei podpaliłam wino grzane... Zdarza się każdemu, nie martw się :) Chociaż, tej grochóweczki trochę szkoda... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdemu się może zdarzyć :) Czekam na następne danie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już parę razy bym chatę z dymem puściła;-) Ostatnio nawet w sobotę;-( Szkoda mimo wszystko grochówki...

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż za dramatyczna opowieść, czytałam z zapartym tchem ;) Oczywiście gratulacje dla Malca-zębalca ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuchnia to miejsce dla odważnych:) Moja mama przeżyła wybuch szybkowaru (gotowała w nim coś z ryżem - nie wolno!!) pokrywka wywaliła wielką dziurę w suficie, a spód rozwalił kuchnię. Mama w tym czasie sięgała do lodówki z drugiej strony pomieszczenia. Uszła z życiem i mieliśmy remont kuchni ale od tamtej pory nie używa szybkowarów:)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, w nosie z zapachem, ważne, że nic Wam się nie stało. A jednak trzeba się trzymać zasady, że od pieca się nie odchodzi. Sama jednak cząsto włączam miltitasking i biegam od prania do sprzątania, od czasu do czasu zamieszam w garze... chyba muszę z tym skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. dobrze, że nic Wam się nie stało!

    OdpowiedzUsuń
  11. Na szczęście historia ma dobre zakończenie! Miłego zajadania chruścików!

    OdpowiedzUsuń
  12. Magda, będę Cię wąchać dzisiaj na jodze :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdarza się nawet najlepszym! Ja tydzień temu spaliłam patelnię, zapomniałam wyłączyć ogień. Cały dom w dymie. Na szczęście ucierpiała tylko patelnia.

    ----

    Jeśli chodzi o smażenie to obecne smalce nie są aż tak śmierdzące jak kiedyś - można zrobić pączki i faworki niemal bezzapachowo :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wow ale historia, dobrze, że zakończyła się szczęśliwie!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. każdemu czasem się zdarza:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej, to brzmi jak jakiś horror :/ tak na całą noc zostawić garnek na ogniu...straszne jak się pomyśli co mogło się stać!ja kiedyś zostawiłam skórkę pomarańczową, która kandyzowała się w cukrze. Wstawiłam na maleńkim gazie i wyszłam na chwilkę. Całe szczęście Darek był w domu i w porę wyszedł z pokoju zwabiony coraz silniejszym smrodkiem spalenizny. Garnek do wyrzucenia, kuchenka nie do domycia i tydzień wietrzenia...ale takie wypadki dużo uczą!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wpadki zdarzają się nawet najlepszym kucharzom, także głowa do góry! Ciesz się, że spaliła się tylko grochówka :-) Pamiętam jak kiedyś włączyłam piekranik przed pieczeniem i poszłam usiąść przed komputerem, czekając aż się nagrzeje. Po pół godzinie czułam dziwny zapach. Co się okazało? Byłam na tyle "mądra",że nie zajrzałam, czy coś w tym piekarniku jest. Reszta ciasta będąca na blaszcze w piecu spaliła się, a plastikowy nóż do krojenia ciasta.... roztopił się.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochani, bardzo Wam dziękuję wszystkim za pocieszające komentarze i opowieści o Waszych wpadkach.
    JAk dobrze, że nie jestem sama. A smrodek nadal w domu zaszywa się w kątach. Szczególnie jest wyczuwalny dla nowowchodzacych. Kurier miał taka dziwną, ironiczną minę...:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cieszę się, że mnie znalazłaś i ja mogłam trafić tu do Ciebie:) Dobrze, że skończyło się tylko na przypaleniu:)
    Proponuję spróbować faworki z mojego przepisu, są proste w wykonaniu i pyszne:) no tylko niestety też je trzeba smażyć, ale tyle z nich radości...ja właśnie jutro będę robiła...w końcu to tłusty czwartek:)
    Zostaję tu na dłużej;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Któregoś pięknego dnia postanowiłam ugotować jajka na twardo ... wiesz co się dzieje gdy jajkom wyparuje już cała woda z garnuszka ? One po jakimś czasie wybuchają i w rozpędzie zatrzymują się na suficie :):) nooo dobra .. raz każdemu może się zdarzyć , ale ja tego dnia dwa razy "przyozdobiłam" sufit :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wiesz że Cie uwielbiam ale ta opowieścią dołożyłaś jeszcze sympatii:)

      Usuń
  21. Po tak dramatycznej opowieści i tylu współczujących komentarzach, trudno być oryginalną:-), więc muszę powtórzyć, że naprawdę każda gotująca osoba ma przynajmniej jedną podobną akcję na swoim koncie. Ja też. Myślę sobie, że mimo potwornego swądu, lepiej smażyć faworki i przypalić grochówkę niż umieścić jaja na suficie:-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaja na suficie sa niezłe...Przyznaje. ALe i opisany wcześniej szybkowar budzi grozę...

      Usuń
  22. aż mnie zmroziło gdy to czytałam, jak dobrze, że nic się nie stało, teraz pewnie trzy razy będziesz sprawdzać, wierz mi, że dzięki Twej opowieści ja też, mieszkam w drewnianym domu i nawet boję się wyobrazić co mogło by się stać
    pilnuj się proszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie dla tego Marto napisałem ten post. W końcu nie podałam żadnego przepisu i sama nie lubię takich
      postów. Uznałam jednak, że to ważne.

      Usuń
  23. Wielka szkodaaa tej grochówki, a już liczyłam na przepis, bo zaopatrzyłam się ostatnio w kilogram grochu... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam ja popołudniu raz jeszcze:)
      Podam go dziś wieczorem:)

      Usuń
  24. Oj, współczuję - takie kulinarne przygody zawsze gryzą sumienie. Trzeba się jednak skoncentrować na tym, że na szczęście nic Wam się nie stało.
    Pamiętam, kiedy ja piekłam jakieś muffiny i nie zauważyłam, że w piekarniku została resztka jakiegoś mięsa - co to bym za odór! W dodatku, babeczki wiśniowe pachniały (i zapewne smakowały) jak kawał niezbyt świeżego mięsa. Każdemu się zdarza. ;)

    Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień był pełen uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zaczynamy działać zbyt mechanicznie i wyłączamy czujność. Takie doświadczenia zostawiają ślad na długo...
      Uśmiech jest właśnie bo mój Synek - 6 letni przygotowuje kolację (sałatkę!) i robi zdjęcia dokładnie tak jak ja....

      Usuń
  25. Kochana! Kochamy Ciebie nawet o zapachu przypalonej grochówki.Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusieńko, co za niespodzianka! Stęskniłam się za Wami bardzo. Jak miło móc Cie gościć tutaj!!!
      Ściskam Was wszystkich bardzo mocno:*

      Usuń
  26. Kochana! Dzisiaj spaliłam sos z Kurczaka :-) Da się? Da... Hahaha. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Doczytałam do końca i czuję się zawiedziona...
    Brak przepisu na grochówkę!
    A ten zapach smalcu to przez faworki?
    Ja smażę faworki na oleju ryżowym i w otwartej kuchni nic mi nie grozi.
    No chyba,że przypalony groch Was dobił.

    OdpowiedzUsuń
  28. koleżanka kiedyś po powrocie z pracy włączyła gulasz i usiadła w fotelu na chwilkę... obudziła się po kilku godzinach gdy w domu unosił sie siwy dym, sąsiedzi walili w drzwi a ona prawie sie udusiła. Kilka tygodni wietrzyła mieszkanie, ubrania prała kilkukrotnie, a wszystko przez spalony garnek z gulaszem. Dobrze, ze nic Wam sie nie stało!!! a grochówka Jamiego pyszna :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Od razu mi się przypomniało, jak mój Tato opowiadał, że jak był piękny i młody, to przyozdobił sufit jajkami, bo się w "Czterech pancernych" zaczytał ;) A z kolei moja sąsiadka swego czasu chciała podgrzać zupę, tylko włączyła niewłaściwy palnik i spaliła plastikową miskę... Nie masz pojęcia, jak się musieli trudzić, żeby później ten plastik z kuchenki zeskrobać!
    Ja jestem dość ostrożna, i w sumie nie mogę sobie przypomnieć żądnej spektakularnej wpadki... Ale takich drobniejszych mam sporo na koncie. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj! Miałaś bardzo dużo szczęścia! Gdyby nie ta przygoda grochówka wyszłaby z pewnością pyszna, ale całe szczęście nikomu nic się nie stało....

    OdpowiedzUsuń

Miło mi Cię gościć na moim blogu. Jestem wdzięczna za wszelkie wpisy i cieszą mnie blogowe znajomości.
Życzę przyjemności w dalszej podróży w sieci:)