poniedziałek, 7 stycznia 2013

Groszkowy crème brûlée z wędzonym łososiem

Zaskakujące połączenie groszku wykończonego skarmelizowanym cukrem ze słonym i wyrazistym łososiem. Danie kontrowersyjne i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Ja doceniam je za innowacyjność i podkreślenie słodyczy groszku (ten z Hortexu jest wspaniały) przy pomocy brązowego cukru. Przepychanki na języku pomiędzy smakiem słonym i słodkim są moim zdaniem imponujące. Duży nie jest fanem tego "dziwactwa" i z utęsknieniem wypatruje schabowego... Po jego konsumpcji na talerzu pozostał sam cukier. Powybierał łososia a potem zjadł groszek:)
Myślę, że można zrobić to danie bez cukru. Wtedy nie będzie to krem brulee ale mus groszkowy. Można też zrobić go w foremce a potem powycinać szklanką okręgi, na których położony zostanie łosoś.
Danie to robiłam w nieco podobnej formie z Kurtem Schellerem, kiedy opracowywaliśmy  pewien projekt.


Składniki:
  -  mrożony zielony groszek- ok. pół torebki
- 1 jajko
- sól i pieprz
- śmietana 36% - 25 ml
- gałka muszkatołowa
- brązowy cukier
-wędzony łosoś w kawałku
- 50 ml wódki

Zielony groszek mielimy w mikserze (ja wolę jeszcze mrożony, bo wtedy ma lepszą, mało-wodnistą konsystencję).  Dodajemy sól, pieprz, troszkę śmietany, 1 żółtko i gałkę muszkatołową. Pianę ubijamy i łączymy z masą groszkową.
Wlewamy do naczynia, w którym będziemy serwować potrawę (najlepiej do ramekinów ale może być też bulionówka lub głęboki talerz). Wkładamy do piekarnika na ok 30 min – temp. 130ºC. Mus, jak przystało na krem brulee , po wyjęciu z piekarnika powinien mieć konsystencję galaretki i nie powinien zbrązowieć. Studzimy.
Przed wydaniem sypiemy brązowym cukrem i rozpuszczamy w piekarniku pod górnym rusztem lub przy użyciu spawarki (obecnie nie dysponuję spawarką więc wykorzystałam piekarnik ale to nie to samo). 
Na górze rozkładamy łososia w formie przez nas wybranej - plastry, paseczki, grube kawałki, kosteczka. Obok nakładamy łyżeczkę ubitej kremówki, do której dodajemy wódkę aby nadać jej wyrazistości.
Cytrynę dodajemy w formie ósemek lub pokrojony drobno miąższ, bez skórki, który układamy na łososiu. 












27 komentarzy:

  1. Bardzo fajny sposób na inną wersję groszku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa jest masa powstająca w skutek zmielenia zamrożonego jeszcze groszku. Suflet lub terrina byłaby świetna.

      Usuń
  2. jaaaa, Magda bosko brzmi i wygląda, ciekawe jak smakuje :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojechałam, prawda:))))

      Usuń
    2. na maksa :) ale bardzo dobrze :)

      Usuń
  3. Trafiłaś tym przepisem idealnie w moje upodobania smakowe! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ciekawa jest konsystencja groszkowej masy. No i ta śmietana z wódką.. Dla pełnoletnich!!!:)

      Usuń
  5. hmmm....ciekawie wygląda:)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  6. Super pomysł! Ja też nie mam palnika, a czasami by się przydał...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie muszę sobie go sprawić!

      Usuń
  7. świetny pomysł na groszek, już kombinuję, czym mogłabym tego łososia zastąpić, aby uzyskać wersję wegetariańską :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się bardzo. Myślę, że zamiast karmelizowania cukru, można skarmelizować gruszkę...

      Usuń
  8. Poprzedni wpis bardziej mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)))) I to jest właśnie podróż po krainie smaku. Różne krajobrazy!
      Pozdrawiam!!

      Usuń
  9. ale super, nie robiłam nigdy a właściwie dość prosto
    coś innego jak dla mnie, urozmaicenia w kuchni mile widziane, mi się wpis bardzo podoba :)) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to nie trudna potrawa. A groszek zmielony w zmrożonej postaci jest boski.
      Miło mi Marto:)

      Usuń
  10. Opowiedz mi dokładniej jak przygotowujesz śmietanę ... ubijasz ja i wtedy wlewasz wódkę ? ubijasz nadal ?
    Zielony groszek ... on sam w sobie jest słodkawy ... cukier na wierzchu podkreśli to ... a łosoś - ja chyba lubię zaskakujące połączenia smakowe ... do mnie to danie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja dodaje wódkę na końcu, po ubiciu. Potem jeszcze chwilę ubijam.
      W pierwotnej wersji moczyłam trawę żubrową i łączyłam z żubrówką ale wysiłek nie wart jest efektu. Zwykła wódka wystarcza.
      Pozdrawiam Aniu i jestem z Wami podczas diety!

      Usuń
  11. Ale super, a nazwa niesamowicie intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luno, miło mi było to przeczytać. Dziękuję:)

      Usuń
  12. Bardzo mi się podoba takie połączenie, lubię eksperymenty zwłaszcza w kuchni:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się Olimpio. Na pewno to nie smak dla tradycjonalistów. Jak mój Duży:)

      Usuń
  13. Świetnie się prezentuje, w smaku myślę, że też jest bardzo ciekawe:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca byłam zadowolona z prezentacji. Na żywo wygląda lepiej. Smak uwielbiam..

      Usuń

Miło mi Cię gościć na moim blogu. Jestem wdzięczna za wszelkie wpisy i cieszą mnie blogowe znajomości.
Życzę przyjemności w dalszej podróży w sieci:)