czwartek, 23 maja 2013

Rostbef z kością z grilla

Jestem mięsożerna. Przyznaję. Bawię się jednak smakiem mięsa i lubię kiedy jest wspierane przez dodatkowe komponenty. Duży natomiast jest moim przeciwieństwem. Cierpi kiedy faszeruję mięso suszoną śliwką, pomidorem, serem, czymkolwiek. Z ogromnym apetytem spogląda na wołowinę, z której przyrządzam zrazy. Od czasu do czasu jednak, kiedy potrzeba zjedzenia mięsa nabiera rozmiarów dinozaura, Duży szykuje ucztę. Najpierw szuka odpowiedniego mięsa. Jeździ po znanych nam sklepach mięsnych,   stęka z niezadowolenia lub wzdycha z zachwytu. Potem trwają przygotowania. Musimy po kilka razy wąchać, oglądać, dotykać zabejcowane mięso (nie jest to ani łatwe ani przyjemnie dla Córki - wegetarianki).  Ilość wypowiadanych przymiotników na temat struktury, miękkości, aromatu i smaku potrawy zaskakuje mnie bardziej niż talent kucharski Dużego, jakże późno odkryty. 
Dziś zatem serwuję przepis spisany przez Dużego. Voilà!! 

Steki o grubości 2 cm około 250 gramów smarujemy oliwą z oliwek lub olejem rzepakowym, posypujemy świeżo startym pieprzem i odkładamy na kilka godzin do lodówki. Nie solimy!!
Kilka słów o rostbefie: Rostbef z kością jest częścią tylnej ćwierćtuszy. Najczęściej jest koloru czerwonego o średnim przyroście tłuszczowym. Tkanka mięśnia jest bardzo delikatna, krucha, miękka, drobnowłóknista i jednolita. Mięso niezbyt dobrze odchodzi od kości. Często okryte jest cienką błoną. Rostbef stanowi źródło pełnowartościowego białka zwierzęcego. Zawiera minimalną ilość tłuszczu. Jest bogate w fosfor, żelazo, cynk i witaminy z grupy B. Ma ono jednolitą i soczystą tkankę mięśniową. Jest wyjątkowo delikatne i smaczne.
Rozpalamy grilla. Gdy węgiel zacznie się w całości żarzyć kładziemy steki na ruszcie. Każdą stronę smażymy około 4 minut. ( czas zależy od wysokości rusztu nad węglem. W moim przypadku było to około 7 cm.) Nie przewracamy mięsa, nie ugniatamy ani nie dziurawimy widelcem bądź nożem.  W trakcie smażenia solimy delikatnie steki. Nie możemy dopuścić aby powstał ogień. Gdy w wyniku wytapiania się tłuszczu zaistnieje taka sytuacja przykrywamy grilla przykrywką do momentu ugaszenia ognia. Polewanie węgla wodą nie jest w dobrym stylu (mało eleganckie, mało apetyczne i niedobre dla samego urządzenia). Po około 8 minutach zdejmujemy steki z rusztu i zawijamy np. w folię aluminiowa na około 5 minut, aby sobie odpoczęło. W tym czasie soki w mięsie rozejdą się w całej jego strukturze przez co mięso będzie soczyste.

Tuż przed podaniem kładziemy steki ponownie na ruszcie – każdą stronę smażymy około 30 sekund. Grill musi być dobrze nagrzany.










13 komentarzy:

  1. Ożesz... Wpraszam się do Was na grilla! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę wpaść?
    Właśnie leżakują u mnie steki z wołowiny sezonowanej.
    Mogę zabrać je ze sobą...

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniałe! apetyczne:) czym prędzej muszę rozpocząć sezon grillowy i ten przepis pójdzie na pierwszy ogień:) dosłownie i w przenośni:)

    OdpowiedzUsuń
  4. super pomysł, bardzo lubię mięsa z grilla:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem mięsożerna umiarkowanie:-), ale po takim opisie, nabrałam wielkiej ochoty na rostbefik z grilla... Mniam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj przylatuje do nas moja siostra, a to oznacza dużo wina, dużo grillowania i nieprzespane noce:-). Taki kawał dobrego mięcha na pewno wyląduje na naszym ruszcie:-), wygląda fantastycznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy widzę takie pyszne steki też stwierdzam że z całą pewnością jestem mięsożernym stworzeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. jeeeejku, ale to pysznie wygląda !

    OdpowiedzUsuń
  9. nawet po tygodniu glodowki bym tego nie tknela :P nieznosze miesa

    zapraszam do siebie i wspolnego obserwowania jesli masz ochote ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ładne fotki tego mięcha na desce :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój mąż wgryzłby się w monitor, jakbym mu pokazała coś zmajstrowała...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi Cię gościć na moim blogu. Jestem wdzięczna za wszelkie wpisy i cieszą mnie blogowe znajomości.
Życzę przyjemności w dalszej podróży w sieci:)